Kategoria: Wolność

  • Zostałem minimalistą! I co dalej?

    Podejmujesz decyzję o zastaniu minimalistą. Super! Teraz wszystko jest już proste. Kolejne kroki to pozbycie się materialnego dorobku życia, spakowanie do plecaka trzech T-shirtów, czterech par majtek, wygodnych jeansów i udanie się w podróż dookoła świta.
    A teraz serio. Pewnie domyślasz się, że początek musi wyglądać inaczej. W takim razie jak zacząć?

    Zanim zamówisz kontener budowlany, w celu opróżnienia niepotrzebnych rzeczy ze swojego mieszkania, weź dwa głębokie wdechy i zadaj sobie pytanie, które 21 lat temu sformułował Laska:

    Jest wiele odmian tego pytania. Do mnie, oprócz klasycznej wersji z „Chłopaki nie płaczą” najbardziej trafia:

    „Wyobraź sobie, że wygrałeś w lotto 100 mln zł. Jak od teraz zmieni się Twoje życie”.

    Powiedzieć, że 100 mln. zł. to dużo to nic nie powiedzieć. Z mojej perspektywy, przy odrobinie „zdrowia, szczęścia i pomyślności” to jakieś 1 mln. 800 tys. rocznie do końca życia, czyli 150.000 tys. miesięcznie. To mniej więcej tyle ile dostaje Daniel Obajtek w Orlenie tylko z perspektywą długoterminową. Jest to kwota, która przy rozsądnym gospodarowaniu wystarczy, aby do końca życia pławić się w luksusach bez konieczności oddawania się tak uwłaczającym zajęciom jak praca zarobkowa.

    Kiedy zadałem sobie to pytanie, wyszło mi, że chciałbym odbyć kilka ciekawych podróży samochodowych i czytać więcej książek. Widzicie już tutaj ironię? W moim umyśle brak 100 mln. złotych na koncie był przeszkodą do zakupu w miarę niezawodnego kombi i czytania książek.

    Kiedy zacząłem sobie spisywać swoje cele, okazało się, że większość jest możliwa do zrealizowania tu i teraz. Z drugiej strony mogąc inwestować w siebie i rzeczy ważne, wydawałem pieniądze i skupiałem się na rzeczach, które żadnej wartości w moim życiu nie przynoszą.

    Minimalizm nie oznacza cierpienia i wyrzeczeń. Chodzi o skupienie się na rzeczach ważnych. Jeżeli aktualnie najważniejsze jest dla Ciebie włożenie do swojego „projektu” e36 silnika M54B30 z E39, bo dłubiesz to auto od 12 lat i jednak przy pełnym wychyleniu w drifcie brakuje trochę mocy – jest to całkiem normalne. Jeżeli jednak w tym marzeniu jest też miejsce na telewizor 8k, wakacje w Zanzibarze, buty od Jimmy Choo i kolekcję jajek Fabergé to jest coś nie tak w Twoim planowaniu priorytetów.

    Ja swoją drogę rozpocząłem od ustalenia swoich celów i marzeń. To klucz. Początek.
    Bez dłuższego zastanowienia się nad pytaniem jakie zadawał sobie Laska nie ma dalszej drogi. Dopiero jasne określenie celów, daje odpowiedź na pytanie jakie narzędzia (przedmioty) są potrzebne żeby te cele osiągnąć.
    Kiedy już to wiemy, można wreszcie dzwonić po kontener…

  • Minimalizm. Moja historia.

    Poznanie minimalizmu i przyjęcie takiego stylu życia przyniosło mi więcej spokoju, więcej sensu i więcej szczęścia. Oto moja opowieść o tym, dlaczego zostałem minimalistą.

    O co chodzi w minimalizmie?

    Najprościej rzecz ujmując: chodzi o przewartościowanie priorytetów, tak aby pozbyć się nadmiaru i zbędnych rzeczy – dobytku, przekonań, zachowań, zwyczajów i czynności – które nie dodają naszemu życiu wartości, a skupić się na rzeczach kluczowych, wzbogacających nasze życie.

    Na czym polegał mój problem?

    Jeszcze niedawno miałem bardzo dobrze płatną, etatową pracę, robiłem karierę, miałem na swoim koncie kilka poważnych zawodowych sukcesów. Kiedy przeglądałem Facebooka widziałem, że mimo wszystko znajomi odjeżdżają: rodzina mieszkająca w sąsiedniej klatce wyprowadziła się do nowego domu, kumpel kupił nowego Arteona, a znajomy ma już iPhona, który swoją premierę miał tydzień temu. Czułem, że muszę im dorównać, bo dzięki temu żyją lepiej, są ode mnie szczęśliwsi.

    Jeżeli moje finanse na to pozwalały, to kupowałem nowy gadżet, garnitur czy zegarek. Przez chwilę czułem się jak król życia jednak to uczucie coraz szybciej mijało, a pojawiała się pustka.

    Brałem udział w tym wyścigu dopóki organizm mnie nie ograniczał. W pewnym momencie moje ciało zaczęło mi wysyłać sygnały. Krzyczało, że ma już dość. Kołatanie serca, spocone dłonie, tona stresu, zdarzyło mi się nawet zemdleć. Mimo tego byłem przekonany, że na tym polega dorosłe życie. Mówiłem sobie, że jeszcze kolejny tysiąc, dwa i będę mógł się wycofać, ponieważ kupię sobie jeszcze te kilka rzeczy, które przyniosą mi spełnienie.

    Mój organizm dawał mi jednak coraz więcej znaków, że jest już o krok od poważnego strajku. Wpadałem od przeziębienia do przeziębienia, miałem dramatycznie słabą kondycję fizyczną, byłem chronicznie przemęczony. Musiałem zrobić sobie przerwę.

    Pierwsze spotkanie z minimalizmem

    Nie wiem jak Wy, ale ja na zwolnieniu lekarskim zwykle leżę w łóżku i oglądam YouTube. Rok temu, gdy doszedłem do końca Internetów, dostałem wiele rekomendacji z filmami minimalistów. Nie wiem czy znajduję się idealnie w grupie celowej czy YouTube ma opracowany specjalny skrypt terapeutyczny, ale trzeba im oddać, że trafili w idealnie.

    Oglądając film za filmem natknąłem się na minimalistę, który odpowiedział praktycznie moją historię. Zmierzył się dokładnie z tymi samymi problemami – miał identyczne przemyślenia. Doszedłem do przekonania, że nic nie stracę i postanowiłem spróbować.

    Zwrot ku minimalizmowi

    Jeżeli chciałbym, aby historia miała dramaturgię pozwalającą na ekranizację filmową, powinienem napisać, że w tamtym momencie nastąpił przełom i tego dnia odmieniłem swoje życie o 180 stopni.

    To prawda; wtedy coś pękło. Powstrzymałem się jednak od wykonania gwałtownych ruchów: wyjąłem laptopa włączyłem Excela i zacząłem przewartościowanie swojego życia od pustego arkusza.

    Tego dnia określiłem swoje cele życiowe, wypisałem co sprawia mi przyjemność, co chciałbym zobaczyć. Zacząłem kwestionować swój styl życia i sposób, w jaki wydawałem swoje zasoby: czas, pieniądze i energię. To wtedy postanowiłem wprowadzić duże zmiany.

    Co dalej?

    Od tych wydarzeń minął już ponad rok. Czuję, że jestem dopiero na samym początku mojej minimalistycznej drogi jednak już bardzo dużo się zmieniło. Zmieniłem pracę, na taką, w której otaczam się wspaniałymi i wartościowymi ludźmi, spędzam swój czas bardzo intencjonalnie, wydaje pieniądze na rzeczy, których naprawdę potrzebuję.

    Bardzo mocno wierzę, że jeśli ten blog pomoże choć jednej osobie odmienić pozytywnie jakiś aspekt swojego życia to zrobiłem dobrą robotę.

  • Scrolling is new smoking

    Dzisiaj będzie o turbo-ważnym problemie, bo walka z uzależnieniem od telefonu jest aktualnie na pierwszym miejscu na mojej liście nawyków. Jestem przekonany, że nie jest to tylko mój problem – jest to największe wyzwanie, z którym zderzą się wszyscy millenialsi. Serio.

    Scrolling is the new smoking

    Od razu sprostuje: w ogóle nie mam nic do smartfonów. Uważam, że to największy wynalazek człowieka obok silnika 2JZ od Toyoty i M54 z BMW. Niestety największa zaleta smartfonów, czyli stały dostęp do rozrywki jest jednocześnie największą ich wadą.

    Pamiętacie wystąpienie Steva Jobsa z 2007 roku? W prezentacji powiedział, że Apple opracowało iPoda z szerokim ekranem, rewolucyjny telefon i przeglądarkę internetową – trzy urządzenia, które teraz są połączone w jedno, czyli w iPhone. Wtedy była to prawdziwa rewolucja. Warto sobie w wolnej chwili odświeżyć tę prezentację i uczyć się od najlepszych. Jest naprawdę świetna.

    Myślę, że Steve Jobs nie spodziewał się wtedy, że za kilka lat iPhone będzie służył głównie do konsumpcji mediów społecznościowych, a nie do dzwonienia, słuchania muzyki czy przeglądania Internetu.

    Pytanie brzmi, dlaczego smartfony mają na nas zły wpływ? Gdzie leży problem?

    Pewnie tak macie, że jeżeli na coś czekacie np. w kolejce w sklepie, jedziecie pociągiem czy stoicie w korku to wyjmujecie telefon. W erze „przedsmartfonowej” nastąpiłby moment nudy. Nie mam na myśli uczucia startej tablicy tzn. „zresetowałem się, nie mam planów i przyszłych wyznań”. Chodzi mi właśnie o te mini momenty znudzenia w kolejce do kasy w sklepie, albo na toalecie. Okazuje się, że nasz umysł bardzo ich potrzebuje: to jest moment na kreatywność, na przemyślenie, na pobudzenie do myślenia. Przeglądanie Instagrama nie jest odpoczynkiem, bo cały czas pobudza umysł. Jest to spory zastrzyk dopaminy, ale to nie odpoczynek.

    Nie przedłużając – chciałbym w roku 2021 spróbować wprowadzić kilka rozwiązań, które ograniczą czas jaki spędzam przed telefonem. Ubrałem to klasycznie dla siebie w kilka mini-challenge-ów.

    1. Wyłącz powiadomienia gdziekolwiek się da. Przynajmniej je ogranicz

    Zacząłem od grubego uderzenia: wyłączyłem wszystkie powiadomienia oprócz telefonu, wiadomości i messangera. Na początku miałem spore obawy, że przeoczę coś ważnego. Teraz żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.

    2. Usuń aplikacje, których nie używasz

    Wyrzuciłem wszystkie appki, z których nie korzystam regularnie i takie, z których nie chce korzystać. Odinstalowałem appki zakupowe, jedzeniowe i inne kupony. Social media wrzuciłem do jednego katalogu na ostatnim ekranie, żeby nie kusiło. Mam jednak wewnętrzny opór, żeby odinstalować je na stałe.

    3. Kolory szarości

    Zadanie jest proste: polega na zmianie swojego wyświetlacza na monochromatyczny. Na iOS to banał: Ustawienia -> Dostępność -> Ekran i wielkość tekstu -> Filtry barwne. Na Androidzie na pewno też znajdziecie.

    Może to tylko siła autosugestii ale ta niewielka zmiana u mnie się sprawdza. Instagram nie wygląda tak zachęcająco, nawet furki na Otomoto straciły swój blask. Spróbujcie, warto.

    PS. w obsłudze gestów można ustawić, że 3-krotne naciśnięcie na „początek” powraca kolor – przydaje się gdy trzeba zrobić akurat zdjęcie.

    4. Znajdź czas tylko dla siebie

    Jest to banalne zadanie, którego realizacja okazuje się być kłopotliwa w praktyce. Chodzi o to, by spędzić trochę czasu samemu ze sobą.

    Jak możemy w praktyce do zrealizować? Wystarczy zaparzyć sobie herbatę lub kawę i usiąść w fotelu i przez 10 minut popatrzeć sobie przez okno. Bez wyjmowania telefonu, włączania telewizora, słuchania muzyki. Tylko Wy i kubek kawy. Zobaczycie, że wcale nie jest to takie łatwe.

    5. 21:30 – smartfon w sypialni

    Wystarczy ustawić codziennie alarm na 21:30 i jak zadzwoni odłożyć telefon do sypialni. Dzięki temu udaje mi się czytać więcej, skupić na rzeczach ważnych.

    Przez pierwszy tydzień było naprawdę ciężko, bo przychodziło mi do głowy 1000 rzeczy na godzinę, które tylko „na chwilę muszę sprawdzić”.

    Okazało się, że wcale nie muszę.

  • Jak zostałem minimalistą

    W tym tygodniu wpis będzie nieco dłuższy, ale zachęcam żeby dotrwać do końca. Chciałbym przedstawić system mojej pracy nad nawykami i nie mam pomysłu jak można to sprytnie podzielić. Dla tych co dotrwają do końca – wielka piona!

    W zeszłym tygodniu napisałem, że mam dwie ważne listy w Excelu. Tak naprawdę tych list jest trochę więcej, ale kluczowe są dwie: pierwsza to 40 on 40 (bucket list), a druga to lista nawyków. Na tej pierwszej znajdują się moje wielkie marzenia i mniejsze cele, które chciałbym zrealizować przed czterdziestymi urodzinami.

    Ta druga, tzn. lista nawyków to małe codzienne kroki, które prowadzą do realizacji punktów z 40 on 40 (bucket list). W skrócie: jeżeli np. codziennie będę odkładał małą kwotę (lista nawyków) to zrealizuje marzenie o wielkiej podróży (40 on 40). Lista nawyków to ta mało spektakularna codzienna droga. Bez niej jednak realizacja dużych marzeń jest niemożliwa więc warto ją wprowadzić.

    Zanim przejdziemy do poszczególnych punktów z mojej listy nawyków kilka słów o tym jak je prowadzę od strony technicznej. Żeby się nie pogubić wykorzystuje OneDrive i Office 365. Do poszczególnych list mam odnośnik w pasku zakładek w Google Chrome. W każdej chwili mogę na nie wejść, edytować, zmieniać, dopisywać. Wygoda dostępu jest dla mnie bardzo ważna. Wiem, że gdybym ukrył kartkę z zapisanymi odręcznymi celami w szufladzie lub gdzieś na dysku to skazana byłaby na zapomnienie.

    Jak często do niej zaglądam? Czasami codziennie, ale minimum raz w tygodniu. Ustawiłem sobie przypomnienie w telefonie na poniedziałek rano. Jest to dla mnie oficjalny koniec weekendu i początek nowego tygodnia. Wtedy też aktualizuje swoje postępy. Dzięki temu, że lista jest przyklejona na OneDrive mogę zrobić aktualizacje, na telefonie, komputerze czy jakimkolwiek innym urządzeniu – wystarczy pamiętać hasło do swojego konta. Oczywiście każdy musi odnaleźć najwygodniejszą dla siebie formę. Z perspektywy roku widzę, że lista na OneDrive u mnie się sprawdza.

    Co jest na mojej liście nawyków? Na pierwszy ogień weźmiemy sobie sekcję „zdrowie” i „sport”. Są to dwa osobne punkty, które jednak bardzo trudno rozdzielić – opiszę je razem. Zaczynamy!

    Waga – klasyczne 73 kg.

    Czy przestrzeganie wagi może być nawykiem? Jako nawyk traktuje bardziej regularne ważenie się i natychmiastową interwencję jeśli coś idzie w złą stronę. Co tydzień w poniedziałki wpisuje do Excela swój wynik po weekendzie.

    73 kg to waga, która dla mnie ma znaczenie. Pamiętam, że dokładnie tyle ważyłem będąc na studiach. W 2020 roku postanowiłem wrócić do swoich „ustawień fabrycznych” zostawiając za sobą nadprogramowe 6 kg. Z uwagi na lockdown, sport i eksperymenty żywieniowe zaliczyłem niezły rollercoster wagowy, ale finalnie zakończyłem rok na 74 kilogramach.

    Quality shaving

    Wprowadziłem ten punkt w czasie lockdownu. Początkowo miał być to motywator żeby utrzymać w czasie narodowej kwarantanny minimum człowieczeństwa, ale stopniowo ewoluował w rytuał self-care, który sprawia mi dużo przyjemności. Założenie jest proste: 3 razy w tygodniu (u mnie jest to niedziela, wtorek i czwartek) modeluję i przycinam zarost oraz golę szyję. Po kilku latach używania bezdusznej pianki, powróciłem do pędzla i kremu do golenia, a w 2021 chciałbym stawić czoła klasycznej maszynce na żyletki. Zawodowa sprawa – opiszę to wkrótce trochę dokładniej.

    Intermittent Fasting

    Post przerywany jest już niemal tak samo popularny jak morsowanie, ale faktycznie to działa. Ja stosuję bardzo łagodną wersję: moje okno żywieniowe jest otwarte pomiędzy 12:00 a 20:00. W weekendy robię przerwę od postu, głównie ze względu na rodzinne śniadania. Zalet postu przerywanego jest mnóstwo, warto o nich poczytać. Dla mnie najważniejsze jest to, że czuję się lepiej, lżej i nie jestem niewolnikiem skoków glukozy.

    Dieta ketogeniczna

    Dla niewtajemniczonych w największym skrócie: wejście w stan ketozy oznacza przestawienie się na czerpanie energii z tłuszczu zamiast z glukozy. Swoją pierwszą kurację zrobiłem w październiku w głównej mierze z ciekawości. Mimo tego, że wcześniej sporo o tym czytałem, rozmawiałem i słuchałem relacji osób, które były już po, to tak naprawdę wypłynąłem na nieznane wody, bo nigdy do końca nie wiadomo jak zareaguje organizm.

    W październiku zastosowałem 6-dniowy zestaw KETO LUV ACTIVE z One More Luv. Czy się udało? Tak, a efekty w postaci utraty wagi i lepszego samopoczucia są naprawdę spektakularne. Coś co miało być jednorazowym challengem, trafiło na stałe na moją listę. Drugą kurację KETO przeprowadziłem w grudniu 2020, a w 2021 planuję powtarzać je raz na kwartał, już dużo bardziej świadomie i mając na uwadze przede wszystkim oczyszczenie organizmu, a nie utratę wagi.

    Codzienne ćwiczenia

    Zadanie jest proste: wystarczy codziennie ćwiczyć. W praktyce sprawy się trochę komplikują, ale kluczowe jest to żeby nigdy nie odpuszczać dwóch dni z rządu. Później pojawia się pewien rytm dnia i ćwiczenia naturalnie wchodzą w grafik. U mnie jest to: bieganie, rower, brzuszki i pompki. W 2021 roku do listy dojdzie basen. Ten temat również musi doczekać się kontynuacji w osobnym wpisie.

    Dentysta 1x w roku

    Czy można zaliczyć to do nawyku? Raczej nie, po prostu jest to punkt do odhaczenia z kategorii zdrowie. Bardzo prosty i bardzo ważny punkt.

    Wolny od nałogów

    Kolejny punkt, który jest banalny do opisania, a szalenie trudny w realizacji: wystarczy nie palić i nie pić alkoholu. W okresie, w którym kumuluje się pandemia, zmiana pracy i niepewność jutra, walka z używkami nie jest łatwą sprawą. Mimo tego mogę z czystym sumieniem napisać, że rok 2020 w tej materii zakończył się u mnie sukcesem.

    Do pracy rowerem

    Jeżeli na dworze jest więcej niż 10 stopni, nie mam turbo-ważnych spraw do załatwienia, a dzień wcześniej nie miałem jakiegoś morderczego treningu, staram się jeździć do pracy na rowerze. Banał.

    Tutaj pojawia się jednak najtrudniejsza kwestia: systematyczność. Jednorazowe wyjście na bieganie czy ścisły post do godziny 12:00 nie sprawią, że zauważycie jakąkolwiek zmianę w waszym wyglądzie, wadze czy nastawieniu. Dopiero powtórzenie tego kilkadziesiąt razy wywoła zauważalny, choć dalej mało spektakularny, efekt.

    W książce Atomic Habits, którą polecałem w zeszłym tygodniu, autor sporo miejsca poświęca pierwotnym instynktom człowieka. Te rozważania można streścić do stwierdzenia, że ludzie są naturalnie przystosowani do realizacji szybkich tasków, a nie celów długookresowych. Jeszcze kilkanaście – kilkadziesiąt tysięcy lat temu wygrywały jednostki, które z dzisiejszego punktu widzenia nie byłyby postrzegane jako wzór cnót. Otóż żeby przetrwać w czasach prehistorycznych człowiek:

    • jeżeli była okazja do jedzenia to jadł ile tylko mógł zmieścić
    • jeżeli mógł bezpiecznie spać to spał
    • jeżeli mógł kopulować… wiadomo
    • jeżeli można było odpoczywać lub uniknąć ciężkiej pracy – odpoczywał.

    Jak możecie się domyślać z takim materiałem genetycznym w dzisiejszych czasach nie jest nam łatwo. W ciągu ostatnich kilku tysięcy lat sporo w naszym życiu się zmieniło i aktualnie promowane są działania wymagające wytrwałości, takie jak dbanie o zdrowie, codzienne chodzenie do pracy czy oszczędzanie na emeryturę; innymi słowy wszystko to, do czego nie jesteśmy naturalnie przystosowani jako ludzie i zejdzie nam pewnie jeszcze kilka tysięcy lat zanim zdążymy ewoluować w tę stronę.

    Na szczęście nie stoimy na przegranej pozycji. Nasz mózg można bardzo łatwo oszukać jego własną bronią, tzn. rzucając mu przyjemne kąski w miejsce nudnych nawyków, które wymagają systematyczności.

    Niedawno wspominał o tym Krzysztof Gonciarz. Mówił, że jak nie chce mu się rano wyjść pobiegać, mówi: „a jak wrócę z biegania to będzie dobra kawka”. Serio. Czasami takie proste triki działają. Jeżeli jednak trochę mnie znacie to domyślacie się, że podszedłem do tego tematu bardziej systemowo.

    Dobrych parę lat temu, gdy mieszkałem w Łodzi, codziennie przechodziłem w drodze do pracy obok biura podróży, które miało swoją siedzibę w podwórku na Piotrkowskiej 107. W witrynie stało tam zdjęcie Tropea Beach w Calabrii; już wtedy stare i wyblakłe, ale miało w sobie moc przyciągania, szczególnie gdy dookoła panowała typowa polska zima, czyli +2 stopnie i mżawka. Udało mi się odnaleźć zdjęcie, które wtedy zrobiłem:

    Tak wiem, dzisiaj nie wygląda zachęcająco, ale kiedyś mocno na mnie działało – pewnie chodziło o cały kontekst.

    Idąc do pracy myślałem sobie, że gdybym miał dużo pieniędzy to kupiłbym sobie BMW E39 Touring z rozsądnym, wolnossącym, 6-cylindrowym rzędowym silnikiem benzynowym i pojechał nim do tej Calabrii.

    Już wiecie do czego zmierzam?

    W 2020 roku planując listę 40 on 40 dopisałem do niej realizację także tego marzenia. Postanowiłem wykorzystać je jako motywator do pracy, nie chciałem przeznaczać na nie bieżących zarobków lub oszczędności: założyłem, że zapracuje na stare BMW i wyjazd do Calabrii zmieniając swoje nawyki. Otworzyłem w moim banku konto oszczędnościowe i wprowadziłem codzienny system nagród za przestrzeganie części punktów z mojej listy wg. cennika:

    1. Do pracy rowerem: 10 zł
    2. Codzienny trening: 5 zł
    3. Dzień bez alkoholu: 15 zł

    Jak łatwo obliczyć, jeżeli dobrze rozegram dzień, to z nawyków, których celem jest długookresowe wsparcie mojego zdrowia, mogę przelać na to konto 30 zł. W ten sposób łatwo oszukuję swój mózg, który myśli o słońcu na południu półwyspu apenińskiego, a w tle pobija to marzenie dźwięk rzędowej 6-stki. U mnie działa.

    Tutaj dochodzimy do sedna istnienia listy nawyków. Jeżeli te nieprzyjemne codzienne czynności uda się zamienić na cel, który będzie przyjemnie motywował (nowy iphone, PS5, para sneakersów o absurdalnej cenie czy tak jak w moim przypadku doświadczenie spełnienia marzenia), to realizacja codziennych tasków powinna stać się łatwiejsza. Dzięki temu będzie Wam też łatwiej wytłumaczyć przed sobą jakiś nieracjonalny zakup.

    PS. Jeśli wszystko pójdzie wg. planu w połowie 2022 wrzucę Wam moje zdjęcie z Calabrii z bezsensownym BMW E39 w tle.