Kategoria: Uncategorized

  • 5 powodów dla których nadal masz bałagan w szafie

    5 powodów dla których nadal masz bałagan w szafie

    Pewnie masz swoje wyobrażenie idealnej garderoby. Na instagramie widziałeś te turbo-uporządkowane szafy z setką butów na każdą okazję. Dla mnie utrzymanie pomieszczenie z toną ciuchów byłoby trudne do przeskoczenia. Po pierwsze musiałbym mieć do dyspozycji pokój wielkości przynajmniej 25 metrów, a mieszkanie niestety nie jest z gumy. Po drugie musiałbym wydać na jej wykończenie i zawartość równowartość ceny Alfy Romeo Giuli Quadrifoglio. Jak się domyślasz poszedłbym raczej w stronę włoskiego V6 bi-turbo.

    Jest jeszcze trzeci punkt: nigdy nie chciałem mieć takiej garderoby. Dla mnie optimum to:
    • Mały wybór ubrań, które dobrze leżą i zakładam je regularnie. Nie mam rzeczy, których nie pamiętam kiedy ostatni raz nosiłem i nie mam okazji, na które nie wiem co założyć.
    • Wszystko pasuje w miejsce, które mam szafie. Mam na tym punkcie delikatne skrzywienie. Nie lubię jak ubrań jest zbyt dużo, muszą mieć przynajmniej odrobinę miejsca między sobą, tak żeby nie było im ciasno. Tak wiem, to natręctwo.
    • Codzienny wybór ubrań jest prosty. Wiem co do czego pasuje – optymalnie jak wszystko pasuje do wszystkiego.
    • Ubrania są proste, wygodne i muszę lubić je nosić.

    Mam pełną świadomość, że nie znam się doskonale na modzie, stylu i dobieraniu kolorów. Wiem, że moja garderoba nie jest idealna. Najważniejsze, że jestem z niej zadowolony. Dojście do takiego stanu wymagało ode mnie wielu poważnych decyzji, determinacji i łzawych rozstań z nieużywanymi ciuchami. Był to powolny proces – u mnie trwał rok.

    Samo zadanie jest proste. Wyrzucasz rzeczy z szafy na środek łóżka i segregujesz na dwie kupki: pierwsza to rzeczy, które lubisz, nosisz i chcesz zatrzymać, a druga to te, których nie lubisz, nie nosisz, są zniszczone – chcesz je wyrzucić. Niestety życie nigdy nie lubi sytuacji zerojedynkowych i zawsze powstanie trzecia kupka po środku o nazwie „w sumie to nie wiem”.

    Uświadomiłem sobie, że stos „w sumie to nie wiem” bardzo pobudzał moją kreatywność w poszukiwaniu wymówek dlaczego powinien pozostać w szafie. Dzisiaj opiszę pięć z nich. One powracały najczęściej.

    1. Jak schudnę na wakacje to będzie jak znalazł.
    Oczywiście może być to prawda, ale jeżeli powtarzasz sobie to od trzech lat to raczej się cudownie nie wydarzy. Ja od dłuższego czasu utrzymuję wagę, w której czuję się dobrze, a miałem marynarki, które były nadal zbyt opięta. Oznaczało to tylko tyle, że byłem zbyt dużym optymistą przy jej zakupie. Ostateczne rozwiązanie tego problemu znalazłem w październiku 2020. Byłem świeżo po maratonie warszawskim i po zakończonej kuracji KETO. Ważyłem dokładnie 70 kg. Wiedziałem wtedy, że na pewno już nigdy nie będę ważył mniej, nie chciałem już ważyć mniej. Wyrzuciłem wtedy wszystko co nadal było zbyt małe lub upięte.

    2. Nie odzyskam tego co zapłaciłem więc pozbycie się byłoby rozrzutnością.

      Znam to. Miałem i przerabiałem. Może nie z ciuchami ale z samochodem. Kupujesz. Niby tylko 265.000 km na blacie. Można powiedzieć, że silnik w sumie dopiero dotarty. Jedziesz na podstawowy przegląd, wymieniasz płyny, filtry, klocki z tyłu, ale mechanik mówi, że w zasadzie sprzęgło się kończy i można wymienić. Wszystko jest na wierzchu więc na pewniaka dodajesz, że przy okazji mógłby wstawić nową dwumasę, bo przecież kilka lat nim polatasz. Przy wymianie klocków okazuje się, że przewody hamulcowe są sparciałe więc wrzucasz nowe wężyki i BANG! Faktura opiewa na 6800 zł. Myślisz sobie, że teraz pojeździsz na miękko 2-3 lata zmieniając tylko olej, ale po 3 miesiącach słyszysz niepokojące stuki. Jedziesz do serwisu, a tam okazuje się, że posypało się dalej: koło pasowe, rolka paska, uszczelniacz wału, uszczelnienie układu dolotowego, termostat, świece, paski osprzętu, a niepokojące stuki to tuleje wahacza albo końcówki drążków, które też są niepewne. Dochodzi do tego regeneracja VANOS, poduszki pod silnikiem, obejma tłumika… zostawiasz 5800 zł.
      I wtedy masz to uczucie, o którym chce napisać. Dochodzisz do poziomu gdzie delikatnie zaczynasz pękać. Z jednej strony wiesz, że sprzedaż tego auta byłaby rozrzutnością, bo nigdy nie odzyskasz kasy, którą włożyłeś. Z drugiej masz już go dość…

      Po co o tym piszę? Dokładnie tak samo wygląda problem pozbywania się rzeczy. Co prawda na utrzymanie swetra nie wydajesz 13 tysięcy, ale towarzyszy Ci poczucie winy, że skoro zakup sporo kosztował, to nie możesz się go pozbyć. Po prostu nie chcesz żeby pieniądze się zmarnowały.
      Pamiętaj, że nie musisz wyrzucać swoich rzeczy. Można je sprzedać lub oddać komuś, kto naprawdę ich potrzebuje. Zamiana nieużywanego swetra na 30 zł, to nie jest rozrzutność, za to trzymanie w szafie nieużywanych rzeczy to marnotrawstwo zasobów. Ja nauczyłem się, że takich kłopotów trzeba się pozbyć. Lepiej nie będzie.

      3. Kiedyś to założę, na pewno się przyda.

        To bardzo trudna kategoria. Dodatkowym problem jest to, że wspomaga ją teraz wymówka: „jest pandemia, nie mam okazji tego nosić, po pandemii na pewno założę”. Ja mam w szafie lniany garnitur, który łączy ze sobą oba te wymówki. Na razie trzymam kciuki za to, żeby latem pojawiła się dla niego okazja. Jeżeli się nie pojawi, garnitur zwolni miejsce w szafie.

        4. Ta koszula jest OK. Po prostu nie mam dodatków.

          Na pewno masz rzeczy które lubisz, bo podoba Ci się materiał, z którego są uszyte, kolor – mają to coś. Problemem jest, że zupełnie do niczego nie pasują, a Ty wyglądasz w nich jak bohater filmów kostiumowych. Na manekinie wyglądało super, a Ty czekasz, aż zaczniesz w niej wyglądać jak ten manekin. Nie zaczniesz.

          5. Nie lubię wyrzucać. To marnotrawstwo.

          Z tą wymówką jest chyba najgorzej. Wyrzucanie rzeczy do śmieci wiąże się u mnie zawsze z ogromnymi wyrzutami sumienia. To była wymówka, z którą najbardziej się zmagałem.
          Znacie Rocky-ego? Nie, nie chodzi o Stallone. Mam na myśli bohatera z Psiego Patrolu, z którym jestem teraz na bieżąco. Rocky ma powiedzenie: „nie wyrzucaj – wykorzystaj„.

          Jeżeli nie masz jednak zdolności krawieckich zawsze możesz sprzedać, oddać potrzebującym lub w najgorszym razie wrzucić do puszki z recyklingiem ubrań.

          W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że warto raz na jakiś czas wrzucić wszystkie ciuchy na łóżko i przyjrzeć się każdej rzeczy po kolei. Ja taki remanent robię dwa razy w roku. Oprócz oczywistych plusów związanych z utrzymaniem porządku, przypominam sobie wtedy dlaczego to robię. Moim celem jest niezmiennie utrzymanie minimalnej ilości ubrań, w których będę się czuł świetnie, dobrze wyglądał, i które nie będą zaprzątały mi czasu.
          Nie ma tam miejsca na ubrania „do sprzątania” i na kategorię „może moda wróci”.


          Kolejnym krokiem, który chciałbym wykonać w przyszłości jest zbudowanie garderoby kapsułowej z jeszcze mniejszą ilością rzeczy, ale z dużo większą elastycznością wyboru. Na razie cały czas cieszę się z mojej minimalistycznej szafy, w której mam tylko takie rzeczy, które mam ochotę włożyć.