Garderoba

Sprzątanie w szafie to crème de la crème komercyjnego minimalizmu z YouTuba. Setki osób kręcą wideo jak zamienić swój nieład w minimalistyczną garderobę. Amerykanie nawet mają program z Marie Kondo, która wpada do domu i pokazuje im jak się składa jeansy. Cyrk.

Z drugiej strony widzę jak skrajne emocje budzi minimalizm, dlatego chciałbym jeszcze raz podkreślić jego istotę: w minimalizmie chodzi o to, żeby odkryć co jest dla Ciebie ważne i skupić na tym swoją uwagę. Z drugiej strony równania jest sprowadzenie do minimum czynności, które nie mają dla Ciebie znaczenia.


Tylko tyle. Nie musisz mnie przekonywać, że posiadanie 30 par butów ma sens. Dla mnie nie ma, ale potrafię wyobrazić sobie, że dla Ciebie to bardzo ważne. Żeby uspokoić Twoje sumienie napiszę, że mam w swoim domu całkiem sporo kosmetyków samochodowych: kilka rodzajów twardych wosków, pasty polerskie, dwa różne APC, dressingi do plastików, zestaw pędzli do detailingu wnętrza i sporo innej chemii, które Tobie wydaje się niepotrzebna.

U mnie jest to pochodna dwóch rzeczy: po pierwsze zawsze odpychało mnie jeżdżenie brudnym samochodem, bez znaczenia jakiej byłby on marki. Nawet 6-cylindrów w rzędzie umieszonych pod maską nie zmieni mojego zdania. Po drugie czyszczenie samochodu bardzo mnie relaksuje. Woskując lakier albo czyszcząc felgi potrafię całkowicie wyłączyć się od myślenia, skupiając swoją uwagę tylko na tych kilku kropkach brudu, które aktualnie stoją mi na drodze do pełnego efektu lustra.

Serio, całkowicie rozumiem, że dla Ciebie bardzo ważną częścią życia jest moda i ubrania. Bardzo to szanuję, bo dla mnie (jak niedawno odkryłem) garderoba również jest bardzo ważna.

Chciałbym teraz opowiedzieć historię o przemianie, o tym jak w magiczny sposób poradziłem sobie z uporządkowaniem mojej szafy. Sęk w tym, że nie mam takiej historii. Nie było żadnych spektakularnych przemian. Temat garderoby zawsze traktowałem bardzo serio. Sam zacząłem sobie prasować i prać jak miałem 10 lat i szybko nauczyłem się jak trzymać wszystkie ciuchy we względnym porządku. Zawsze też doceniałem jakość ubrań: najpierw stawiając znak równości pomiędzy jakością, a drogą i uznaną marką, potem skupiając się bardziej na składzie tkaniny, jej pochodzeniu czy tym jak zachowuje się w praniu.

Później (jak zwykle u mnie) przyszedł excel, w którym zapisuje aktualny stan mojej garderoby – mam do tego pliku szczególny sentyment. Excel z garderobą był moim pierwszym excelem porządkującym jakąś część życia. Jest też zdecydowanie najlepiej dopracowany. Są w nim wszystkie ubrania w tym buty i kurtki. Nigdy nie prowadziłem inwentaryzacji bielizny i skarpetek (i tak już jestem dziwny).

Zacząłem go prowadzić jakieś 4-5 lat temu i do tej pory uzupełniam kilka razy w roku. W moim przypadku spisanie listy ubrań pokazało mi, że w mojej szafie, tak jak wszędzie, również siedzi Pareto, który mówi, że 20% ubrań nosiłem przez 80% czasu.

Zawsze miałem swój ulubiony sweter, najwygodniejsze buty i najfajniejsze spodnie, które zakładałem za każdym razem gdy tylko były czyste. Pomyślałem wtedy, że fajnie byłoby mieć garderobę, która składa się tylko z moich ulubionych rzeczy – nawet gdy czasami będą się powtarzać.

Sprzedałem więc ubrania, których nie lubiłem oraz te, które lubiłem ale do niczego nie pasowały. Jeżeli czegoś nie udało się sprzedać to oddałem potrzebującym. Aktualnie doszedłem do punktu, gdzie mam w szafie 98 rzeczy i wiem, że spokojnie mogę jeszcze zredukować ich ilość o kolejne 30.

Zgadzam się, że noszenie tego samego zestawu ubrań jest nudne. Z drugiej strony wymyślanie różnych nieszablonowych zestawów nigdy nie sprawiało mi radości. Wieczorami spędzałem czas nad kompletowaniem stroju na kolejny dzień, tak żebym rano nie robić tego pod presją czasu. Zastanawiałem się czy zestaw pasuje do siebie i co pomyślą o nim inni.
 

Z czasem, nosząc te same ubrania zauważyłem, że totalnie nikt nie zwraca uwagi na to co noszę. Każdy skupia się tylko na sobie. O ile Twoje ubranie pasuje do kontekstu miejsca, w którym się znajdujesz, jest czyste, uprasowane i dobrze leży   – nikomu to nie będzie przeszkadzało.
 

Ograniczenie garderoby, dostosowanie je do potrzeb ma dla mnie wiele korzyści.

Nie tracę czasu na chodzenie po galeriach handlowych, nie przeglądam promocji, nie korzystam z wyprzedaży. Kupuję tylko to co faktycznie potrzebuje. Prosty schemat: jeżeli zniszczy mi się mój ulubiony czarny golf z merynosowej wełny z dodatkiem kaszmiru – kupuję identyczny. Wiem, że kolejny będę tak samo lubił i równie dobrze w nim wyglądał.

Ze statystyk wynika, że spora część z Was zastanawia się teraz:
A co jeśli jestem kobietą? U kobiet coś takiego nie działa!

Pewnie masz w tym bardzo dużo racji. Z uwagi na to, że nie jestem kobietą, nawet nie będę próbował się odnieść do rzeczy, które przekraczają granice mojej świadomości. Myślę jednak, że ogólny schemat będzie działał bardzo podobnie:

  1. Jeżeli podejdziesz poważnie do swojej szafy tzn. wyjmiesz absolutnie wszystkie ubrania i postarasz się je jakoś skatalogować (chociażby w głowie), to dojdziesz do przekonania, że masz w szafie pewnie 20% ubrań, które nosisz bardzo rzadko, których nie lubisz, które są znoszone i takie, które do niczego nie pasują. Szczerze mówiąc myślę, że takich ubrań jest dużo więcej niż 20%.
  2. Jeżeli jej nie znasz, warto zerknąć na blog Courtney Carver. Jest ona prekursorką kobiecego podejścia do minimalizmu i autorką Projektu 333, w którym namawia kobiety, żeby przez 3 miesiące chodziły w 33 rzeczach. Na YouTubie jest bardzo dużo filmów, w którym panie pokazują swoje zmagania z tym challengem.

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich prób jest fakt, że absolutnie nikt z ich otoczenia nie zauważył, że cokolwiek zmieniły. Za każdym razem potwierdza się moja teza, że jeżeli zakładasz ubrania pasujące do kontekstu, które są czyste, uprasowane i dobrze leżą, to nikt nie zwróci uwagę, że często chodzisz w tym samym. Serio, ludzie myślą tylko o sobie. Jeżeli będziecie miały chwilę czasu naprawdę polecam zapoznać się z projektem, na pewno warto spróbować: https://bemorewithless.com/project-333/

Moja minimalistyczna garderoba nie jest idealna, ale mam świadomość, że nigdy nie będzie. Cały czas zmienia się moda i moje potrzeby więc nie zakładam sobie sztywnych ram. Mój excel ma być moim drogowskazem, a nie szlabanem. Jeżeli mogę jednak coś polecić – myślę, że warto raz na jakiś czas wyrzucić wszystkie ciuchy na środek łóżka i przyjrzeć się im bliżej.