Najlepszy czas na porządki jest dzisiaj

Najbardziej spektakularną czynnością, która pewnie kojarzy Ci się z minimalizmem jest wyrzucanie rzeczy. Dzisiaj opowiem jak ja zacząłem ten proces. Mam nadzieję, że te rady okażą się pomocne w najtrudniejszych momentach, czyli na starcie.

W tym tygodniu opiszę rozterki i pytania, które trapiły mnie starcie. Zaczynamy?

Nie jestem pewien czy chcę być minimalistą.

Jeżeli zainteresowałeś się poprzednimi wpisami i dotarłeś aż tutaj, powinieneś wiedzieć, że nie ma uniwersalnych zasad, za którymi musisz podążać. To stwierdzenie dzisiaj wydaje mi się truizmem, ale fakt, że nie akceptowałem niektórych reguł minimalistów powstrzymywał mnie przed startem. Najlepszym przykładem był proces uporządkowania szafy. Traktowałem go zbyt ambitnie: jako „wszystko albo nic”.

Długo googlowałem artykuły o tym, jak być minimalistą, jak powinna wyglądać garderoba minimalisty, jak zarządzać sobą w czasie i jak oszczędzać pieniądze. Z jednej strony fascynował mnie styl życia minimalistów, a z drugiej bałem się, że skończę z 70-konnym Yarisem w garażu.

Nie chciałem pozbywać się moich ulubionych gadżetów, a już na pewno nie maiłem zamiaru wyrzucać moich butów rajdowych sparco, tylko dlatego, że ostatni raz miałem je na nogach jesienią 2008 roku.

Zajęło mi dużo czasu żeby zrozumieć, że rzeczy są dla mnie, a nie ja dla nich. Obowiązuje tylko jedna zasada: musisz świadomie dopuszczać przedmioty do swojego życia. Innymi słowy minimalizm dla każdego oznacza coś innego. Jeżeli jednak bierzesz przedmiot do ręki i szczerze mówisz, że dodaje on wartości Twojemu życiu, jesteś minimalistą.

Jeszcze tylko jeden, ostatni zakup

Kiedy zdecydowałem, że minimalizm to droga dla mnie, wiedziałem że najwięcej „problemów” znajdę w mojej szafie. Zrobiłem przegląd garderoby, wypisałem rzeczy, które są mi potrzebne. Byłem przekonany, że mogę być minimalistą tylko wtedy, gdy kupię sobie ubrania podobne do tych co noszą minimaliści z YouTuba… nawet dzisiaj się wstydzę, gdy to piszę.

Potrzebowałem idealnego T-shirtu, idealnych czarnych spodni, idealnej bluzy. Pierwszym krokiem w kierunku minimalizmu to zawsze PRZESTAĆ KUPOWAĆ. Po jakimś czasie (u mnie trwało to ok. pół roku) uświadomiłem sobie, które z ubrań są mi naprawdę potrzebne. Mogłem wtedy rozpocząć drogę przedkładania jakości nad ilość, ale o tym będzie w osobnym wpisie.

Nie mogę zacząć, bo nie mam jeszcze gotowego planu.

Chińczycy mówią, że najlepszy moment na zasadzenie drzewa był dwadzieścia lat temu. Drugi najlepsze moment jest teraz.

Każdy „prawdziwy minimalista” od czegoś musiał zacząć. Najlepiej zacznij od rzeczy najprostszych. Nie chodzi mi tutaj o trudność pracy, czy ilość czasu jaką musisz poświęcić na uporządkowanie konkretnej przestrzeni.

Wybierz rzeczy, do których nie masz sentymentu, takie które łatwo będzie Ci się pozbyć. Dla mnie w pierwszej kolejności było to pudło ze starymi kablami (stare ładowarki, przejściówki, rozgałęzienia, kable do modemu itp.) oraz segregatory z dokumentami (instrukcje, gwarancje do sprzętów, których już dawno nie mam, faktury, rachunki itp.). Reguła wyrzucania tych przedmiotów jest prosta: jeżeli nie były Ci potrzebne w ciągu ostatniego roku – pozbądź się ich.

Sprawdza się też reguła 30/30: jeżeli zakup przedmiotu trwa krócej niż 30 minut, a rzecz kosztuje mniej niż 30 zł: nie potrzebujesz jej magazynować w domu.

Z perspektywy czasu wiem, że bycie minimalistą nie musi, a nawet nie powinno być manifestacją. Wiem też, że najlepszy czas na rozpoczęcie porządków jest właśnie dzisiaj.

Serio, ze starymi przewodami do Nokii E51 i rachunkiem za żelazko jest naprawdę łatwo. Trening na starych kablach pozwoli Ci być turbo-skutecznym kiedy przyjdzie zmierzyć się z najtrudniejszymi rzeczami. O nich będzie w następnym tygodniu.